Kolczatka nie szkoli psa. Kolczatka wzmacnia strach.

Kolczatka nie jest narzędziem szkoleniowym. Nie uczy psa, nie rozwija jego kompetencji emocjonalnych, nie buduje relacji ani komunikacji. Jest po prostu środkiem przymusu – mechanizmem opartym na bólu, dyskomforcie, a często również zastraszeniu.

Można ubierać ją w modne hasła o „korekcie”, „kontroli” czy „komunikacji”, ale biologii i psychiki psa nie da się oszukać. Organizm reaguje na kolczatkę dokładnie tak samo, jak reaguje na każdy bodziec bólowy: stresem, napięciem i pobudzeniem układu nerwowego.

Najczęściej po kolczatkę sięgają osoby, które nie radzą sobie z konkretnymi problemami psa – ciągnięciem na smyczy, rzucaniem się do ludzi lub innych psów, nadmiernym pobudzeniem czy agresją. Kolczatka ma wtedy pełnić rolę poskramiacza. Problem polega jednak na tym, że takie rozwiązanie nie usuwa przyczyny zachowania. Ono jedynie tłumi objawy siłowo.

Pies nie przestaje ciągnać dlatego, że nauczył się spokojnego chodzenia. Przestaje, ponieważ każdy ruch oznacza ból i ucisk na szyję. Pies reaktywny nie uspokaja się emocjonalnie – bardzo często jedynie zamraża reakcję pod wpływem stresu i presji. W środku nadal pozostają te same emocje: lęk, frustracja, napięcie i pobudzenie.

I właśnie dlatego psy szkolone poprzez przymus często z czasem stają się bardziej wybuchowe.

Wielu właścicieli żyje złudzeniem, że „pies jest opanowany”, bo przestał się rzucać na spacerach. Tymczasem problem emocjonalny nadal istnieje, a bardzo często został jeszcze pogłębiony. Pies zaczyna kojarzyć obecność innych psów lub ludzi z bólem zadawanym przez przewodnika.

Mechanizm jest bardzo prosty:

„Widzę psa, który jest w moich oczach zagrożeniem, więc bronie siebie i mojego człowieka → dostaję duszenie kolczatką i ból”

To nie jest nauka. To nie jest komunikacja. To budowanie negatywnych skojarzen – prymitywne bodźcowanie. W efekcie agresja, reaktywność i frustracja mogą narastać miesiącami, aż dochodzi do eksplozji zachowania, którego wcześniej nie było albo było dużo słabsze.

Najbardziej niebezpieczne jest jednak to, że wiele psów pod wpływem takiego szkolenia przestaje wysyłać subtelne sygnały ostrzegawcze. Nie warczą, nie odwracają głowy, nie próbują uniknąć konfliktu. Uczą się, że za komunikowanie dyskomfortu również spotka je kara.

Wtedy pozostaje już tylko gwałtowna reakcja.

To właśnie dlatego później słyszy się zdania:

„On nigdy wcześniej tak nie zrobił.”

„To było bez ostrzeżenia.”

„Nagle rzucił się bez powodu.”

Nie. Powód bardzo często istniał od dawna. Ostrzeżenia również. Po prostu zostały skutecznie stłumione – tak i to ty zrobiłeś ze swojego psa wariata.

Fałszywa skuteczność

W internecie można spotkać samozwańczych „specjalistów”, którzy próbują wmówić ludziom, że kolczatka jest jedynym skutecznym sposobem pracy z trudnym psem. Bardzo często są to osoby promujące dominację, zastraszanie i siłowe tłumienie zachowań pod przykrywką „dyscypliny”.

Problem w tym, że takie metody mogą robić wrażenie skutecznych wyłącznie na krótką metę.

Mam klientów, którzy trafiają do mnie po miesiącach albo latach pracy z takimi „ekspertami”.

Najpierw była zwykła obroża. Potem dławik. Następnie kolczatka. Później obroża elektryczna.

Każde kolejne rozwiązanie miało być „mocniejsze”, „bardziej skuteczne” i „ostateczne”.

A na końcu stoi załamany człowiek i pies kompletnie zrujnowany psychicznie.

Pies, który panicznie boi się spacerów. Pies, który reaguje agresją na wszystko. Pies żyjący w permanentnym stresie. Pies, który utracił zdolność spokojnej komunikacji. Pies, który nie ufa już człowiekowi. Pies WARIAT !!!

Cena zdrowotna

Szyja psa jest jednym z najbardziej delikatnych obszarów jego organizmu. Znajdują się tam kręgi szyjne, rdzeń kręgowy, tchawica, krtań, tarczyca, mięśnie stabilizujące głowę, naczynia krwionośne oraz struktury neurologiczne odpowiedzialne za przewodzenie impulsów.

Każde gwałtowne szarpnięcie kolczatką powoduje ogromne przeciążenia właśnie w tym miejscu.

To nie jest „lekka korekta”.

To fizyczna siła skoncentrowana na jednym z najbardziej wrażliwych obszarów ciała psa.

W praktyce może prowadzić do przewlekłych napięć mięśniowych, mikrourazów, zmian zwyrodnieniowych, ograniczenia ruchomości, bólu promieniującego do łopatek i kręgosłupa oraz problemów neurologicznych.

U wielu psów pojawiają się również objawy, których właściciel nawet nie łączy z bólem szyi: drażliwość, nadreaktywność, problemy z koncentracją, niechęć do dotyku, trudności z odpoczynkiem czy nagłe reakcje agresywne wynikające z przewlekłego dyskomfortu / bólu.

Ból zmienia zachowanie. To nie jest opinia i jakiś tam farmazon. To biologiczny fakt.

Dodatkowo ucisk szyi może zwiększać ciśnienie wewnątrzgałkowe. Szczególnie niebezpieczne może być to u psów predysponowanych do problemów okulistycznych. Do tego dochodzi chroniczny stres – spacer staje się udręką.

Organizm psa regularnie poddawanego bólowi lub bodźcowaniu łańcuchem funkcjonuje w ciągłym pobudzeniu. Kortyzol i adrenalina utrzymują ciało w stanie gotowości. Taki pies często nie potrafi się wyciszyć nawet w domu. Śpi płycej, szybciej się pobudza, gorzej odpoczywa i staje się coraz bardziej reaktywny.

Jak stworzyć sobie problem, próbując go rozwiązać

Największa ironia polega na tym, że wiele osób sięga po kolczatkę, ponieważ chce mieć psa spokojniejszego, bardziej opanowanego i łatwiejszego w codziennym funkcjonowaniu.

Tymczasem po miesiącach lub latach życia w bólu, napięciu i ciągłym stresie często osiąga dokładnie odwrotny efekt.

Organizm funkcjonujący przez długi czas pod presją nie staje się bardziej stabilny. Staje się bardziej pobudliwy.

Pies szybciej reaguje. Gorzej radzi sobie z emocjami. Łatwiej wpada w frustrację. Coraz trudniej wraca do równowagi.

W efekcie po pewnym czasie stosowania takich metod wielu opiekunów nieświadomie tworzy dokładnie takiego psa, jakiego najbardziej się obawiało. Zamiast stabilnego emocjonalnie towarzysza ma zwierzę żyjące w ciągłym napięciu, reagujące przesadnie na bodźce, niepotrafiące się wyciszyć i coraz gorzej radzące sobie ze stresem.

Mówiąc brutalnie – wiele osób zakłada kolczatkę, żeby „naprawić psa”, a po pewnym czasie ma w domu psiego wariata stworzonego przez stres, presję i źle rozumiane szkolenie.

Paradoks, którego wielu ludzi nie dostrzega

Paradoksalne jest również coś jeszcze. Wiele osób stosujących kolczatki byłoby oburzonych, gdyby zobaczyło np. w cyrku zwierzę ciągnięte za pomocą podobnego sprzętu. Większość uznałaby taki widok za okrucieństwo. I słusznie.

Problem polega na tym, że identyczny mechanizm bólu i przymusu nagle staje się akceptowalny, gdy dotyczy własnego psa. Wtedy ból zmienia nazwę na „korektę”. Strach staje się „szacunkiem”. A przemoc zostaje nazwana „szkoleniem”. To pokazuje, jak trudno czasami spojrzeć krytycznie na własne działania. Zamiast przyznać, że nie potrafimy jeszcze wypracować określonego zachowania poprzez wiedzę, komunikację i odpowiedni trening, łatwiej sięgnąć po narzędzie dające natychmiastową iluzję kontroli.

Co robię z psami trafiającymi do mnie?

Jeżeli opiekun jest gotowy pracować, kolczatka znika. Nie dlatego, że wierzę w magię. Dlatego, że istnieją skutecznie rozwiązania.

Uczę ludzi rozumiec psy. Uczę odczytywania sygnałów stresu, właściwej komunikacji, zarządzania środowiskiem i budowania motywacji. Pomagam tworzyć relację opartą na przewidywalności, bezpieczeństwie i zaufaniu.

Mógłbym ten temat rozwijać jeszcze bardzo długo, przytaczając badania naukowe, publikacje, opinie lekarzy weterynarii i historie setek psów, które trafiły do specjalistów po miesiącach lub latach pracy opartej na przymusie.

Ale ostatecznie wszystko sprowadza się do jednego pytania:

Czy celem szkolenia jest nauczyć psa funkcjonować w świecie, czy jedynie sprawić, żeby bał się konsekwencji? Czy chcesz mieć przyjaciela, którego ciagniesz na łańcuchu, czy takiego który Tobie ufa ? Bo prawdziwą miarą jakości treningu nie jest to, jak skutecznie potrafimy kontrolować psa.

Prawdziwą miarą jakości treningu jest to, jak dobrze pies funkcjonuje wtedy, gdy tej kontroli już nie ma.

Dodaj do zakładek Link.

Możliwość komentowania została wyłączona.