
Mam czasem wrażenie, że za chwilę okres dojrzewania u psa zostanie wpisany na listę chorób wymagających natychmiastowego leczenia.
Pies ma 10–12 miesięcy. Węszy. Interesuje się zapachami. Jest bardziej pobudzony. Ma tysiąc pomysłów na minutę. A ktoś mówi: „Załóżmy implant hormonalny, będzie spokojniejszy”.
Naprawdę?
To trochę tak, jakby nastolatkowi zafundować farmakologię tylko dlatego, że ma za dużo energii i zaczął interesować się światem.
Coraz częściej spotykam się z tym, że opiekunowie słyszą o tzw. chemicznej kastracji jako o prostym rozwiązaniu. Oczywiście – podkreślam – są sytuacje medyczne, w których takie leczenie ma sens. Nie zamierzam tego negować. Problem zaczyna się wtedy, gdy staje się ono odpowiedzią na… normalne dojrzewanie.
Hormony nie są błędem natury. Nie zostały stworzone po to, żeby je wyłączyć przy pierwszym trudniejszym zachowaniu. Odpowiadają za rozwój układu nerwowego, mięśni, kości i dojrzewanie emocjonalne psa. Ich blokowanie u bardzo młodych zwierząt może wpływać zarówno na rozwój fizyczny, jak i psychiczny.
A później słyszę: „Po implancie zrobił się bardziej lękowy”, „stał się niepewny”, „pojawiły się nowe problemy”. I nawet kiedy działanie preparatu mija po kilku miesiącach, zachowania, których pies nauczył się w tym czasie, często zostają z nim na długo.
Niepokoi mnie również coś innego. Coraz więcej opiekunów traktuje opinię lekarza weterynarii dotycząca zachowania psa jako jedyną możliwą. Tymczasem warto pamiętać, że weterynarz jest specjalistą od zdrowia zwierząt, a behawiorysta lub bardziej zoopsycholog od zachowania, . Te dwie dziedziny powinny się uzupełniać, a nie zastępować.
Dlatego zachęcam: pytajcie, weryfikujcie, konsultujcie. Nie bójcie się zasięgnąć drugiej opinii. Dotyczy to zresztą każdej dziedziny medycyny – również weterynaryjnej.
I jeszcze jedna rzecz.
Jeżeli decydujemy się na psa myśliwskiego, gończego, teriera czy inną rasę stworzoną przez człowieka do wielogodzinnej pracy, to nie oczekujmy, że w wieku 10 miesięcy będzie zachowywał się jak dziesięcioletni labrador po niedzielnym obiedzie.
To nie pies jest problemem.
Problemem są często nasze oczekiwania.
Kupujemy Ferrari i dziwimy się, że nie jeździ jak wózek golfowy.
Kupujemy psa z ogromnym temperamentem, potrzebą ruchu, eksploracji i pracy, a po kilku miesiącach chcemy go „wyciszyć”, bo zachowuje się… dokładnie tak, jak przewiduje jego genetyka.
Nie tędy droga.
Psa trzeba wychować. Nauczyć odpoczywać. Pokazać, jak radzić sobie z emocjami. Dać mu pracę odpowiednią do jego predyspozycji. Zbudować relację. To wymaga czasu, cierpliwości i konsekwencji.
Tabletka, zastrzyk czy implant nigdy nie zastąpią mądrego wychowania.
Zanim więc uznamy dojrzewanie za problem wymagający farmakologii, zadajmy sobie jedno pytanie:
Czy naprawdę mamy problem z psem… czy może z tym, że jest dokładnie takim psem, jakiego sami wybraliśmy?




